Koncert kameralny Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści
Koncert kameralny
fot. Felix Broede

Definicja dysonansu wydaje się prosta: „interwał brzmiący niezgodnie dla ludzkiego ucha”. Gdyby napisać historię dysonansu, byłaby to fascynująca podróż przez miejsca i czasy, panorama wszelakich nurtów rozwojowych warstw cywilizacyjnych, dzieje tonalności i jej rozpadu, wreszcie spojrzenie na różne sposoby organizacji (czyli porządkowania) nieskończonego zbioru dźwięków. Nie czas i miejsce, by taką próbę tutaj podejmować, ale może warto uświadomić sobie fakt, że nie istnieje kultura muzyczna, w której nie występowałby dysonans. A jaka jest jego rola, znaczenie i status – to są pytania ważne, kto wie – czy nie fundamentalne dla teorii muzyki.

Dysonans przylgnął do jednego z najkunsztowniejszych utworów kameralnych w dorobku Wolfganga Amadeusza Mozarta – Kwartetu smyczkowego C-dur KV 465. Stał się jego zwyczajowym podtytułem. W zasadniczą materię Kwartetu wprowadza słuchacza fascynujący swoim brzmieniem wstęp (Adagio). Seria dysonansów pojawiających się w kontrapunktycznie splecionych liniach poszczególnych instrumentów buduje niezwykłe napięcie, które aż prosi się o rozładowanie. Mozart potencjał dysonansu wykorzystał w sposób śmiały, wręcz nowatorski, aczkolwiek wnioski z potencjalnej siły dysonansowych współbrzmień wyciągnęli na dobre jego następcy kilkaset lat później. Od pierwszych taktów V Kwartetu smyczkowego Béli Bartóka to właśnie zamierzona ostrość współbrzmień decyduje o kolorycie brzmienia. Pod względem konstrukcji idealnie symetryczny – V Kwartet powstał w 1934 roku na zamówienie Elizabeth Sprague-Coolidge, amerykańskiej pianistki i protektorki muzyki kameralnej. W porównaniu z surowym dziełem Bartóka, ponad trzy dekady wcześniejszy Kwartet smyczkowy Maurice’a Ravela (1902–03) brzmi niemal jak „inkarnacja konsonansu”. Trudno uwierzyć, że utwór został uznany przez sędziów paryskiego konkursu kompozytorskiego za „barbarzyński”. Widocznie próg tolerancji dysonansów u jurorów był w zupełnie innym miejscu niż dziś. Wszystko jest kwestią kontekstu – funkcja i znaczenie dysonansu również.