Koncert symfoniczny Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści
Koncert symfoniczny
Sarah McElravy & Julian Rachlin, fot. Ashley Klassen

U progu naszego wieku dyrygent Steven Fox dokonał w watykańskich archiwach sensacyjnego odkrycia nieznanej dotąd, pełnej rokokowego wdzięku Symfonii C-dur „ukraińskiego Mozarta”, Maksima Berezowskiego. Pochodzi zapewne z czasu jego studiów u sławnego Padre Martiniego w Bolonii (gdzie być może mógł spotkać się z młodym Wolfgangiem Amadeuszem, odwiedzającym wielkiego pedagoga w tym samym czasie).

Wiemy, że Mozart był koncertującym pianistą i skrzypkiem, ale grywał też – choć raczej sporadycznie – na altówce, np. w 1784, gdy wystąpił w tej roli w kwartecie z Haydnem, Dittersdorfem i Vanhalem. Niewiele wiadomo o okolicznościach powstania Sinfonii concertante KV 364, skomponowanej najpewniej dla dworu w Salzburgu, lecz wydaje się możliwe, że także w tym pełnym wdzięku utworze Mozart mógł grać partię altówki (przestrojonej o pół tonu wyżej dla zwiększenia brzmieniowego blasku) wraz ze skrzypkiem Antonio Brunettim.

Aż sześć dekad (1818–1910) spędził w Petersburgu jeden z największych tancerzy i choreografów francuskich, Marius Petipa, prowadząc cesarski balet dworski, później – balet Teatru Maryjskiego. Sceny ówczesnej Rosji skłaniały się ku repertuarowi kosmopolitycznemu. Z czasem doceniono też twórców rodzimych, zwłaszcza Piotra Czajkowskiego. Także Aleksander Głazunow nawiązał współpracę z Teatrem i jego głównym choreografem, która zaowocowała dwoma oryginalnymi baletami: Raymonda oraz Pory roku. Premiery obu odbyły się w obecności rodziny cesarskiej w odstępie kilku dni w karnawale roku 1900 i były wielkim sukcesem. Czerpiąc z różnych inspiracji i po mistrzowsku władając orkiestrą, Głazunow wykształcił własny, wysoce ekspresyjny styl, urzekający formalną doskonałością oraz głębokim liryzmem i urodą melodii. Alegoryczne divertissement w jednym akcie, przedstawiające przeobrażenia natury od zimy do jesieni, to muzyka skrząca się mnogością kalejdoskopowo zmiennych barw i nastrojów; twórca uniknął przy tym narzucającej się onomatopeiczności i dźwiękowego malarstwa, przez co powstało dzieło o walorach autonomicznych, wykonywane z powodzeniem także w wersji koncertowej.