Po prostu... Filharmonia!: Laureatki Konkursu Wieniawskiego - Laureatka w trio Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści
Po prostu... Filharmonia!: Laureatki Konkursu Wieniawskiego - Laureatka w trio
Anna Maria Staśkiewicz, fot. Anita Wąsik-Płochocińska

Chociaż nie ma najmniejszych obiektywnych podstaw, by muzykę kameralną traktować gorzej niż repertuar symfoniczny, takie myśli mogły się pojawić w głowie przedsiębiorczego kompozytora lub wydawcy. Na przykład pierwsze wydanie drukiem Beethovenowskiej sonaty Kreutzerowskiej (w oryginale: na fortepian i skrzypce (!), czyli najmniej liczną obsadę zespołową z możliwych), zawiera informację: „napisana w bardzo koncertującym stylu, prawie jak koncert”. Jeden ze współczesnych Beethovenowi krytyków uznał tę uwagę za przejaw arogancji kompozytora, choć… po wysłuchaniu sonaty ostatecznie się z nią zgodził. Rozmach, wirtuozeria i dramaturgia utworu sprawiają, że przy po wysłuchaniu niejednej kadencji można zapytać: „a kiedy zacznie grać orkiestra?”.

Najbardziej oczywistym zestawieniem obsady w sonacie na dwóch wykonawców jest połączenie tzw. instrumentu melodycznego z towarzyszącym mu instrumentem harmonicznym, czyli na przykład skrzypiec, fletu czy oboju z fortepianem. Do rzadkości należą sonaty, w których spotykają się dwa instrumenty z grupy pierwszej. Takiego niecodziennego połączenia dokonał Maurice Ravel w swojej sonacie na skrzypce i wiolonczelę. Instrumenty te (tu można dokonać pewnego sprostowania) nie dają się oczywiście zamknąć w ciasnej szufladzie oznaczonej etykietą „instrumenty melodyczne”. Chociaż w istocie to warstwa meliczna wybija się w utworze na pierwszy plan, skrzypce i wiolonczela świetnie sobie radzą same bez fortepianu! Nie raz nawet można odnieść wrażenie, że gra ich więcej niż widać.

Skrzypce, wiolonczela i fortepian – już pogodzeni – spotkają się w ostatnim utworze, trio fortepianowym e-moll Dymitra Szostakowicza, utworze ważnym, uznawanym za jedno z ciekawszych dokonań na gruncie gatunku. Prace nad triem kompozytor rozpoczął w czasie oblężenia Leningradu w 1943 roku. Na poważny charakter dzieła wpłynęła wiadomość o śmierci przyjaciela kompozytora, muzykologa Iwana Sollertyńskiego, a także doniesienia o przerażającej skali niemieckich zbrodni w obozie zagłady

w Treblince.