Po prostu... Filharmonia!: Różne muzyki dawne - Muzyka skupiona Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści
Po prostu... Filharmonia!: Różne muzyki dawne - Muzyka skupiona
fot. archiwum artysty

Johann Sebastian Bach z zainteresowaniem śledził nowinki z zakresu budowy instrumentów i sam nieraz inspirował powstanie ciekawych egzemplarzy. Ulubione przez Bacha (jak się przypuszcza) organy, oprócz posiadania oryginalnej palety barw, mogą naśladować też inne instrumenty (wśród rejestrów głosowych znajdują się znajomo brzmiące nazwy, np. flet, obój, puzon czy viola da gamba). Przykładem instrumentu naśladującego inny instrument, do tego powstałym z bachowskiej inwencji – według źródła sporządzonego przez naocznego świadka – był też „klawesyn lutniowy”, który swoim brzmieniem mógł podobno oszukać nawet zawodowych lutnistów. Przy tym właśnie instrumencie zasiąść mógł Johann Sebastian Bach, gdy brał udział w przyjacielskim pojedynku na muzyczne improwizacje, zorganizowanym podczas prywatnego spotkania w domu lipskiego kantora w 1739 roku. Jego rywalem był pochodzący z Wrocławia wirtuoz „prawdziwej” lutni Silvius Leopold Weiss. Bach nie byłby Bachem, gdyby nie odpisał choć jednego utworu lutnisty i nie przearanżował go z licznymi modyfikacjami na zupełnie inny skład wykonawczy (chodzi o suitę na skrzypce i continuo BWV 1025, u Weissa była to oczywiście suita na lutnię solo).

Choć i Bachowi zdarzało się komponować utwory na lutnię, lutniowa suita g-moll nie jest oryginalnym utworem przeznaczonym na ten instrument. Stanowi twórczą aranżację skomponowanej wcześniej suity nr 5 na wiolonczelę solo. Suita ta wyróżnia się spośród całego cyklu sześciu utworów niezwykle melancholijnym, medytacyjnym wręcz charakterem. W autorskim opracowaniu na lutnię nabiera nowego kolorytu, a to za sprawą zupełnie innego niż na wiolonczeli sposobu wydobycia dźwięku. Płynne kantyleny wykonywane smyczkiem w technice ścisłego legata zamieniają się tutaj w perliste pochody odseparowanych od siebie dźwięków. Zupełnie odmienna w charakterze jest suita C-dur śląskiego lutnisty, świetnie wykorzystującego szerokie możliwości swojego instrumentu, wymagająca od muzyka nie lada wirtuozerii, choćby w niezwykle efektownym finale cyklu.