Recital fortepianowy Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści
Recital fortepianowy
fot. Mary Slepkova

„W opinii wielu krytyków Sokolov jest dziś najwybitniejszym żyjącym pianistą” – napisał w 2006 roku Wojciech Bońkowski, kreśląc bardzo celną charakterystykę rosyjskiego pianisty. Ciekawe, ilu ma zdeklarowanych fanów, a ilu przeciwników, którzy nie zgadzają się z jego sposobem patrzenia na sztukę interpretacji? Na szczęście nikt podobnych rankingów, chociaż kto wie – może niebawem pławiący się w absurdzie świat XXI wieku przekroczy i podobną, niedorzeczną granicę? Jedno jest pewne – Grigory Sokolov należy do grupy artystów, których sztuka wyklucza obojętność czy „chłodny”, obiektywny dystans. Zresztą taka wyrazista polaryzacja sądów budzi ciekawość każdego zapowiadanego recitalu Sokolova. I już samo nazwisko pianisty wystarczy, by zapełnić praktycznie każdą salę koncertową. Nawet bez ujawniania programu, który pojawia się w ostatniej chwili, zapewne przyprawiając o ból głowy organizatorów.

Pianistyka Sokolova jest oryginalna w każdym aspekcie. Nie chodzi tutaj zresztą o jej aspekt czysto techniczny – to dla niego jedynie narzędzie „stwarzania” dzieła sztuki, jakim jest ostateczny, brzmieniowy kształt każdego utworu. Jego repertuar wydaje się zbiorem dość ograniczonym, Sokołow absolutnie nie bierze udziału w żadnej konkurencji, którą można by oznaczyć: „wykonuję opera omnia kompozytora x czy y”. Dość konsekwentnie trzyma się przede wszystkim literatury XVIII i XIX wieku, naturalnie bliscy są mu kompozytorzy rosyjscy pierwszej połowy wieku XX. Ale nie brakuje u niego wycieczek w stronę repertuaru klawiszowego spod znaku Williama Byrda czy Frobergera. Kto wie, czy nie najciekawsze w tych programowych zestawieniach są bisy – Sokolov potrafi przepleść utwory Rameau miniaturami Schuberta, Debussy’ego połączyć z Brahmsem i Rachmaninowem. A bisuje dużo i spontanicznie, więc czasami z takich programowych naddatków układa się trzecia, fascynująca różnorodnością część koncertu. Nade wszystko cenić trzeba Grigory’a Sokolova za absolutne skupienie na muzyce, za chęć docierania do nienazwanego sedna każdego utworu. W niezwykłej scenerii, z przyciemnionym światłem, wydaje się Sokolov wówczas nierzeczywistym „medium”, przez które przemawia sztuka, albo objawia się sama jej esencja.