Występuje Pan jako solista, koncertmistrz i kameralista. Która z tych ról sprawia Panu największą satysfakcję, a która jest najtrudniejsza?
Mam ogromne szczęście, że mogę regularnie występować we wszystkich trzech rolach. Dla mnie jako muzyka uzupełniają się one wzajemnie i stanowią wyzwanie oraz inspirację. Każda z tych ról wiąże się z określonymi radościami i wyzwaniami. Jako solista muszę grać na najwyższym poziomie technicznym i prezentować własną, w pełni rozwiniętą i przemyślaną interpretację, która przekona zarówno publiczność, jak i orkiestrę, z którą gram.
Jako kameralista muszę skrupulatnie przygotować swoją partię, ale także zawsze wiedzieć, co robią inni muzycy w zespole, abyśmy mogli razem dojść do wspólnej interpretacji i wyniku, a także aby móc reagować w danej chwili, jeśli coś podczas koncertu różni się od tego, co było uzgodnione podczas próby.
Jako koncertmistrz muszę znać nie tylko swoją partię, ale także całą partyturę. W każdym momencie muszę być bardzo świadomy tego, co dzieje się w dużym zespole, na wypadek, gdyby trzeba było przekazać informacje za pomocą gestów i gry. Ponadto jako koncertmistrz pełnię ważną rolę w orkiestrze jako lider wśród równych sobie. Działam jako punkt kontaktowy między orkiestrą a dyrygentem i staram się pomóc w realizacji interpretacji dyrygenta, a także inspirować moich kolegów z orkiestry poprzez swoją grę i przywództwo. Wymaga to ciągłej świadomości i współdziałania!
Który kompozytor z przeszłości jest najbliższy Pana sercu? Czy jest to Wolfgang Amadeusz Mozart, którego koncert wykona Pan w Filharmonii Narodowej?
Nie potrafię wybrać ulubionego kompozytora – wszyscy najwięksi wyrażali poprzez swoją muzykę istotne prawdy i emocje w sposób, który wykracza poza słowa. Muzyka Mozarta jest dla mnie cudem: są momenty w jego kompozycjach (w tym w koncercie, który wykonam dziś), kiedy muszę zadać sobie pytanie: „Jak to możliwe, że coś może być tak piękne?”.
Twórczość Mozarta tętni czystymi emocjami i charakterem. Moim zadaniem, jako wykonawcy jest przekazanie tego publiczności, co często sprowadza się do tego, aby nie przeszkadzać w doskonałości kompozycji Mozarta!
Co jest dla Pana najważniejsze w tworzeniu muzyki?
Wierzę, że podczas koncertu w sali koncertowej wydarza się coś wyjątkowego, powstaje prawdziwa więź między muzykami a publicznością, aby ludzie mogli poczuć i doświadczyć czegoś, co ich zmieni. Uważam, że moim zadaniem jako wykonawcy jest pozostawanie wiernym intencjom kompozytora i próba przekazania tego, co czuł i myślał. Jednocześnie muszę sprawić, aby koncert był dla publiczności fascynującym i porywającym doświadczeniem.
Skąd wzięła się Pana pasja do muzyki klezmerskiej?
Dorastałem słuchając muzyki klezmerskiej i ludowej Europy Wschodniej, ponieważ mój ojciec jest nauczycielem tańca specjalizującym się w tańcach ludowych tego regionu. Zacząłem grać muzykę klezmerską, gdy byłem jeszcze młody, ucząc się tego stylu równolegle z klasyczną grą na skrzypcach.
Uwielbiam energię, emocjonalność i swobodę stylu klezmerskiego i cieszę się, że mogę przenieść go na scenę klasyczną, w szczególności dzięki skomponowanemu przeze mnie skrzypcowemu koncertowi klezmerskiemu, który nosi tytuł: „Fidl-Fantazye”.
Czy ma Pan ulubione miasto, w którym szczególnie lubi występować?
Nie ma jednego takiego miejsca – lubię różnorodne doświadczenia związane z graniem w salach koncertowych na całym świecie i nawiązywanie kontaktu z publicznością na różne sposoby. Oczywiście zawsze miło jest wrócić na moją „domową” scenę, do Filharmonii w Berlinie, która jest wspaniałą salą koncertową i doskonałym miejscem do tworzenia muzyki.
Jakie emocje najczęściej towarzyszą Panu przed koncertem i po nim?
Przed koncertem odczuwam podekscytowanie i zdenerwowanie. Staram się być zrelaksowany, ale gotowy do działania. Jeśli koncert przebiega pomyślnie, po jego zakończeniu jestem zazwyczaj nieco podekscytowany (adrenalina związana z występem)!
Jaki był najbardziej poruszający koncert, w jakim kiedykolwiek brał Pan udział?
Szczególnie poruszającym i niezapomnianym koncertem był dla mnie ten z marca 2021 roku, podczas lockdownu spowodowanego pandemią Covid. W Berlinie spędziliśmy wiele miesięcy w zamknięciu, mogąc grać tylko koncerty transmitowane w telewizji, bez udziału publiczności. Było to surrealistyczne doświadczenie, powodujące frustrację. W marcu 2021 roku władze miasta Berlin zezwoliły na koncert z udziałem publiczności, liczącej 1000 osób w sali koncertowej, z których wszystkie zostały wcześniej przebadane na obecność Covid. Orkiestra Filharmonii Berlińskiej wykonała program z utworami Czajkowskiego i Rachmaninowa pod batutą naszego głównego dyrygenta Kirilla Petrenki. Była to pierwsza od miesięcy okazja do występu przed publicznością, a emocje zarówno muzyków, jak i słuchaczy były niezwykle intensywne. Wszyscy odczuliśmy silną więź międzyludzką i osobistą, której tak bardzo nam brakowało podczas lockdownu. Nigdy nie zapomnę tego koncertu.