Koncert Czwartkowy - Sceny miłosne Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści

Podobno ile jest serc, tyle jest rodzajów miłości. Podobno – bo nasze rozumienie jej i doświadczanie często umyka schematom, tak że niełatwo dojść tu do porozumienia. Carl Orff i Eric Whitacre zgodnie zaświadczają jednak, że o miłości opowiada się radykalnie różnie i bez konwencji. Dowiadujemy się przy tym, jak odmiennymi odcieniami potrafi się ona mienić.

W Five Hebrew Love Songs wszystko rozgrywa się na przykład między lirycznymi subtelnościami, ulotnością i dyskrecją. Królują tu delikatne, często pastelowe barwy oraz świetliste harmonie. Whitacre umieszcza miłość w pięciu niewielkich muzycznych obrazach, przypominających nieco okna pocztówki, które przechowują ważne, choć z pozoru zupełnie nieistotne, chwile. Teksty krótkich wierszy, które kompozytor otrzymał od swojej partnerki, Hili Plitmann, utrwala on w nad wyraz prywatnych dźwiękach – wraz z osobistymi wspomnieniami: gestów, słów czy miejsc (na początku Éyze Shéleg! słychać imitację bicia dzwonów ze znanej im katedry). Tak powstaje swego rodzaju emocjonalny kalejdoskop, w którym przenikają się nostalgia, tęsknota, ale i czułość, radość oraz namiętność.

Miłość w Catulli carmina Orffa jest zaś namiętności spektaklem, ale zmysłowemu pragnieniu towarzyszą krzyki, głośne śmiechy, ekstatyczny pęd oraz niemal nieustanne, rytualne wręcz, dudnienie. Rzymski poeta Katullus, którego wersy posłużyły za podstawę tych igraszek scenicznych, raz przywołuje bowiem rozkosz uniesienia i żar pożądania, by innym razem poprowadzić nas przez dramat zakochania – z bezsilnością, gniewem, impulsywną zazdrością i wyrzutami. Muzyka – pełna archaizmów, ludowości oraz surowego prymitywizmu – podsyca to napięcie i rozpędza akcję tak, aż piękna emocja dobiega stanu granicznego. Uczucie Katullusa do niewiernej Lesbii umiera i bohater-poeta zdaje się umierać razem z nim. To zgoła inaczej rozumiana obietnica wiecznej miłości…

A jednak utwory spotykają się. Oba opowiadają prawdziwie i oba traktują o wielkiej mocy uczucia. Oba ukazują, że silna może być zarówno dzikość, jak i intymność. Że intensywny jest i krzyk, i szept.

 

Piotr Mika („Ruch Muzyczny”)

Zamknij

Bartosz Nowak

Absolwent Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu w klasie Piotra Łykowskiego i Olgi Ksenicz. Edukację rozpoczął pod kierunkiem Rafała Żurakowskiego w Państwowej Szkole Muzycznej w Opolu. Występował m.in. w Filharmonii Narodowej w Warszawie, Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie, Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu, Filharmonii Opolskiej im. Józefa Elsnera i Dolnośląskiej im. Ludomira Różyckiego w Jeleniej Górze, wykonując partie solowe w dziełach: Missa pro pace Wojciecha Kilara, III Symfonii „Pieśń o nocy” Karola Szymanowskiego, IX Symfonii Ludwiga van Beethovena, Stabat Mater Gioacchina Rossiniego oraz Requiem d-moll Wolfganga Amadeusa Mozarta. W 2018 roku zadebiutował w Warszawskiej Operze Kameralnej rolą Pedrilla w Uprowadzeniu z seraju Mozarta.

Bartosz Nowak jest laureatem konkursów ogólnopolskich i międzynarodowych. Od 2023 roku związany z Chórem Filharmonii Narodowej, z którym występuje również jako solista w kraju i za granicą.

 

[2026]

Strona wykorzystuje COOKIES w celu zwiększenia użyteczności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.