Już w chwili prawykonania Koncertu fortepianowego a‑moll op. 54 Roberta Schumanna (planowanego pierwotnie jako jednoczęściowy) komentatorzy dostrzegli, że wraz z tym dziełem pojawiła się nowa koncepcja dawnego gatunku, często dotąd skupionego na elemencie popisowym. Miało ono miejsce 4 grudnia 1845 w Dreźnie, a partię solową wykonywała Clara Schumann. Sukces był umiarkowany, lecz już po miesiącu Koncert powtórzono w Lipsku, a entuzjastyczne tym razem przyjęcie zdecydowało o jego szybkim wprowadzeniu na estrady wielu krajów. Utwór budził zachwyt, ale też sporo niezrozumienia wobec nowatorskiej formy i wyrazu. Droga wskazana przez Schumanna okazała się jednak atrakcyjna dla następców – kolejne romantyczne dzieła tego gatunku często nawiązywały do idei Schumanna, zaś zasada „symfonizacji” koncertu znalazła wspaniałe rozwinięcie u Brahmsa.
V Symfonię e-moll op. 64 Piotra Czajkowskiego porównuje się niekiedy do symfonii Ludwiga van Beethovena o tym samym numerze. W dziele Rosjanina emocjonalna rozpiętość pomiędzy tragizmem początku a tryumfem finału jest jednak jeszcze bardziej wydatna. Pewną analogię można też dostrzec w wysnuciu całego utworu z jednego, charakterystycznego motywu (nazywanego czasem, podobnie jak u Beethovena, „motywem losu”): posępnej, powracającej melodii granej na początku utworu w niskim rejestrze przez klarnet. Piąta powstała stosunkowo szybko, w 1888 roku, po kilkuletnim okresie twórczego kryzysu. Prawykonanie odbyło się w Petersburgu pod batutą kompozytora w listopadzie. Symfonia e‑moll uchodzi za dzieło modelowe, jedno z tych, które można przywołać jako najbardziej dla swego twórcy charakterystyczne. Cechy tego stylu to wszechobecny patos, wyraziste kontrasty emocjonalne oraz silnie stylizowane, lecz czytelne echa muzyki tradycyjnej, obecne zwłaszcza w melodyce i rytmice. W połączeniu z konsekwentnie prowadzoną ideą losu tworzą one idiom będący kwintesencją symfonicznego języka Czajkowskiego.
Piotr Maculewicz