Pieśni z Gurre to opowieść o miłości, zdradzie, zazdrości i zemście, ale też karze. Ich autor – Jens Peter Jacobsen – opisał średniowieczną legendę tragicznej miłości króla Danii Waldemara IV Atterdaga do damy dworu o imieniu Tove. Ich romans kwitł na zamku w Gurre, w północnej części Zelandii. Dowiedziała się o tym żona króla, Jadwiga ze Szlezwiku, która w wybuchu złości zabiła dziewczynę w zamkowej łaźni. Zrozpaczony z bólu po stracie ukochanej Waldemar przeklął samego Boga, który pozwolił umrzeć Tove. Za to bluźnierstwo na króla spadła straszliwa klątwa: po swojej śmierci na zamku Gurre jego duch w każdą noc, o północy, wyrusza w lasy i nad jezioro dookoła twierdzy w orszaku upiornych rycerzy.
Arnold Schönberg rozpoczął pracę nad muzycznym opracowaniem wierszy Jacobsena w 1900 roku. Planował zgłosić utwór na konkurs organizowany przez Wiedeńskie Stowarzyszenie Muzyków (Wiener Tonkünstler-Verein), przekroczył jednak termin zgłoszeń. Jeszcze w tym samym roku zaczął powiększać dzieło – skomponował wówczas m.in. Pieśń leśnej gołębicy (Lied der Waldtaube), najbardziej znany fragment utworu. W 1903 roku porzucił jednak pracę, do której powrócił bogatszy o doświadczenia kontaktów osobistych z Gustavem Mahlerem. Pod wpływem jego techniki orkiestracji, w 1911 roku Schönberg dokończył wreszcie cykl.
Gurre-Lieder zabrzmiały po raz pierwszy w 1913 roku w wiedeńskim Musikverein. Wykonanie tamtejszej orkiestry pod batutą Franza Schrekera wywołało entuzjastyczne reakcje widowni. Obecny na sali kompozytor nie okazał jednak wdzięczności – w geście pogardy dla krytyki, jaką Wiedeńczycy okazali jego innym, bardziej eksperymentalnym utworom, ukłonił się jedynie muzykom. Współcześnie jednak rzadko można spotkać się z podobnymi gestami. Christoph König, dyrygent specjalizujący się w interpretacji utworów z niemieckojęzycznego kręgu kulturowego, z pewnością podziękuje również publiczności.
Jan Lech