Czy muzyka, którą kompozytor odrzucił, może powiedzieć o nim więcej niż inne dzieła? I czy mamy prawo do tego doświadczenia, podsłuchując, gdy twórca nie udzielił zaproszenia… #0 jest opowieścią o początku i końcu, o nadziei i zwątpieniu, a także o momencie, w którym muzyka wyszła ze strefy komfortu.
La Clemenza di Tito (Łaskawość Tytusa) to jedna z najpóźniejszych oper Mozarta, powstała zaledwie kilka miesięcy przed śmiercią kompozytora. Pisana w pośpiechu dla uczczenia koronacji Leopolda II na króla Czech, przetwarza motywy związane z władzą i jej wyimaginowaną odpowiedzialnością, łagodnością i rozumem. Cesarz Tytus, pomimo intryg i zdrady, wybiera przebaczenie zamiast zemsty. Uwertura zawiera pełen wachlarz emocji i zniuansowanych napięć.
Symfonia D-dur Hob.I:104 Josepha Haydna, nazywana „Londyńską”, to ostatnia symfonia kompozytora, uznawanego za ojca tej formy. Dzieło jest nie tylko zwieńczeniem jego twórczości, ale równocześnie podsumowaniem pewnej epoki estetycznej, w której dominowała równowaga i bezpieczny balans. „Londyńska” jest w programie koncertu punktem przełomowym, momentem, w którym symfonika klasyczna dopełnia się i jednocześnie otwiera na pierwsze pęknięcia i bardziej radykalne zmiany.
Dzieło Brucknera, które zamyka program koncertu uchodzi za jedno z najbardziej zagadkowych w historii XIX-wiecznej symfoniki. Symfonia d-moll została bowiem przez kompozytora wycofana z oficjalnego katalogu jego dzieł. Bruckner uznał ją za niewystarczająco dobrą i opatrzył dopiskiem „gilt nicht” (nie liczy się). Paradoksalnie to właśnie Symfonia nr 0 uważana jest dziś za moment narodzin charakterystycznego i podziwianego stylu Brucknera.
Maria Peryt