pp...F!3: Recital Jakuba Kuszlika Filharmonia Narodowa

Przejdź do treści

Bogata jest historia sonaty fortepianowej, na jej kartach spisane są dzieje utworów doprawdy niezwykłych. Upływający czas zaciera pamięć o wielu dziełach, ale o niektórych zapominać nie wolno. Choćby o niezwykłej Sonacie c-moll Hob. XVI:20 Josepha Haydna, napisanej w 1771 roku, a wydanej 9 lat później z dedykacją dla sióstr Auenbrugger, córek zasłużonego dla medycyny dra Leopolda Auenbruggera. Dzieło to przemawia wzburzeniem, wielką ekspresją, wymownymi chwilami ciszy i kulminacjami. To sztandarowy przykład stylistyki „burzy i naporu” (Sturm und Drang), czasami uznawanej za coś w rodzaju „klasycznego romantyzmu”. Brytyjski muzykolog Richard Wigmore ochrzcił ją mianem „Appassionaty Haydna”. Fakt, emocje, które zaszyfrował w jej dźwiękowej materii kompozytor miały swój dalszy ciąg dopiero w dorobku Beethovena. Tajemniczych epizodów i poważnych treści nie brakuje również w Sonacie f-moll op. 5 Johannesa Brahmsa. Aż trudno uwierzyć, że to pięcioczęściowe dzieło, kunsztownie i logicznie połączone pod względem motywicznym wyszło spod pióra zaledwie 20-letniego kompozytora. Artyzm Sonaty zaskakuje bowiem dojrzałością. W pierwszy cykl fortepianowych Images Claude’a Debussy’ego wpisana jest natomiast jakaś tęsknota za muzyczną przeszłością. Środkowa część tryptyku zatytułowana została Hommage à Rameau, jest więc hołdem dla wielkiego francuskiego kompozytora doby baroku. Dla kontrastu, niespieszną Sarabandę otaczają wyrafinowane Reflets dans l’eau (czyli światło igrające na falach) i Mouvement – dźwiękowa inkarnacja ruchu, takie muzyczne perpetuum mobile. Trzy ważne dla historii muzyki, kontrastujące formą i treścią dzieła, reprezentujące klasycyzm, romantyzm i czasy muzycznego impresjonizmu – połączył w swoim recitalu Jakub Kuszlik laureat IV nagrody ostatniego, XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Po prostu… Filharmonia! Projekt 3:

Poszukiwania nowych sposobów wyrazu i wyczulenie na niuanse brzmieniowe i kolorystykę fascynowały kompozytorów różnych epok. Jednak są takie momenty w dziejach muzyki, kiedy to uwrażliwienie jest wyraźnie na pierwszym planie, a chęć wycyzelowania niuansów sięga zenitu. I może warto czasami nad nimi się zatrzymać i je podkreślić. Ravel i Szymanowski zestawiający obrazy i mieszający kolory w kwartetach, Haydn wspinający się na szczyty wirtuozerii i dramaturgii w świecie formy sonatowej, Debussy z malarstwem dźwiękowym w cyklu Images, wreszcie Chopin kształtujący z miniatur nową przestrzeń w Preludiach – wrażliwcy, którzy stwarzali nowe.

 

Marcin Majchrowski